Piorkiem TPP TOWARZYSTWO PRZYJACIOL PRAGI
1842
post-template-default,single,single-post,postid-1842,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,side_area_uncovered_from_content,footer_responsive_adv,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-17.2,qode-theme-bridge,disabled_footer_top,wpb-js-composer js-comp-ver-6.4.1,vc_responsive

Piórkiem TPP: Pierwsza wizyta w Muzeum Pragi

Z radością dziecka otwierającego lizaka zapisałem się na „Zwiedzanie Muzeum Warszawskiej Pragi”. Ta jedna z najdroższych praskich inwestycji, przeciągająca się o kilka lat, pełna problemów zarówno technicznych, jak i formalnych, które chcąc nie chcąc poruszyły środowisko sympatyków Pragi musiała mieć w końcu otwarcie. Tylko ja tego „otwarcia” po prostu nie rozumiem. Z resztą nie tylko tego.

Na początku warto zaznaczyć, że miejsce muzeum pod kątem dojścia / dojazdu jest w bardzo dogodnym miejscu. Można dojechać właściwie każdym dostępnym środkiem transportu. Mimo wszystko warto zwrócić uwagę, że znalezienie miejsca parkingowego w tej okolicy, szczególnie w dniu największego handlu na pobliskim, niestety dogorywającym  Bazarze Różyckiego, graniczy z cudem.  Dyrekcja Muzeum Pragi będzie musiała poważnie pomyśleć nad rozwiązaniem tego problemu i nie mam tutaj na myśli przeciętnej rodziny „Kowalskich”, która chciałaby wyjechać z kuchni samochodem i podjechać wszędzie pod same drzwi, ale przede wszystkim osoby niepełnosprawne, starsze czy zorganizowane grupy wycieczek, które przyjadą np. autokarami.

Idąc więc ulicą Wileńską, z głową w górze oglądając pozostałości architektonicznych dekoracji, dochodząc do ulicy Targowej (też przecież już „otwartej”), człowiek dostaje takiego zderzenia z „nową” rzeczywistością, po którym naprawdę ciężko jest się pozbierać. W moje świadomości jeżeli coś otwieramy tzn., że coś jest już gotowe, zrobione i wykonane zgodnie z planami i sztuką. Rozumiem, że otwarcie metra się przeciągnie, że tramwaje pojadą później niż planowano, że daszki wejścia do metra się komuś nie podobają (mi też nie) albo, że jedyny zielony kolor to nie drzewa, kwiaty czy trawa a kolor pozostawionych budowlanych płotów. Jednak najbardziej razi po oczach ten jeden wielki bałagan i śmietnik, który pozostawili po sobie wykonawcy robót. I to bałagan, który ciągnie się na całej długości Targowej – po jednej i drugiej stronie! Niestety podobnie smutną sprawą zdaje się być „dobicie” praskiego drobnego handlu. Na odcinku na pewno mniejszym niż 500 metrów naliczyłem ponad 10 banków i niewiele mniej ciucholandów…

Dochodząc do samego muzeum, zdziwiły mnie pustki za zamkniętymi szczelnie oknami i frontowymi drzwiami. Żadnego plakatu, informacji czy choćby tabliczki, że oto jest, nasze pierwsze prawdziwe praskie muzeum i to nie byle gdzie bo w kompleksie trzech zabytkowych, frontowych kamienic przy ul. Targowej: dom Krzyżanowskiego – najstarszy dom murowany zachowany na Pradze, zbudowany na przełomie XVIII i XIX w., środkowa kamienica Sokołowskiego z 1873 roku i narożna kamienica Rothblitha z roku bodajże 1830. Niestety zwiedzanie było „zwiedzaniem” trochę na wyrost, gdyż wszystkie sale były puste a część ekspozycji ma pojawić się dopiero w przyszłym roku. I to jest na pewno trochę dziwne (podobnie jest z MHŻP, może to jakaś nowa świecka tradycja?). Niestety nie poczułem klimatu przejścia przez labirynt dziewiętnastowiecznych piwnic, być może dlatego że wyglądały bardziej, jak nowoczesne stylizowane na „staro praskie”  a być może dlatego, że własnie brakowało w nich czegoś bardziej autentycznego, czegoś trochę starego czy podniszczonego, czegoś po prostu bardziej praskiego, jak robiące naprawdę olbrzymie wrażenie zachowane i odrestaurowane polichromie w pomieszczeniach dawnego żydowskiego domu modlitwy.

Na wyróżnienie zasługuje bez wątpienia możliwość obejrzenia z perspektywy tarasu na dachu, okolicy Bazaru Różyckiego. Chociaż to własnie tam w grupie moich zwiedzających, było najwięcej głosów sceptycznych, bo z jednej strony nowiutki, nowoczesny kompleks a z drugiej upadające, zrujnowane kamienice z najbardziej historycznym bazarem po tej stronie Wisły. Niestety to pokazuje największą bolączkę Pragi. Zapomniana i spychana poza margines, jest raz na cztery lata pokrywana mglistą perspektywą zmian, trochę odkurzaną z przynajmniej jedną obowiązkową, sztandarową inwestycją. Dlatego, jak napisałem na wstępie ja takich otwarć nie rozumiem i nie kupuje. Obiektywnie rzecz biorąc i patrząc pod kątem samego zwiedzania muzeum, to wyszła trochę farsa. Bez żadnej ekspozycji, z nie dokończonym remontem ul. Targowej, z widokiem niszczejących dookoła kamienic przeciętny zjadacz chleba tylko utrwali sobie stereotyp „brzydkiej” nawet tej „nowej”  Pragi. I pewnie wyszło by jak zawsze, jednak jest coś co cieszy, napawa optymizmem i pozwala wierzyć w sukces tej instytucji. To bez wątpienia zebranie zespołu ludzi, którzy nie tylko posiadają fachową wiedzę ale chcą Pragę zmieniać i działać na poprawę jej wizerunku. Podczas zwiedzania właściwie „bez zwiedzania” osoby oprowadzające były zdecydowanie najlepszą „częścią otwartego” muzeum. Ich wiedza i zaangażowanie nie tylko podczas pierwszego zwiedzania ale i w związku ze zbliżającą się parapetówką daje jasny sygnał, że gdy opadną przedwyborcze emocje, wielkie otwarcia i polityczna otoczka, muzeum wskoczy na dobry tor, będzie miejscem żywych, otwartych dyskusji na tematy związane z Pragą, szczególnie te tematy, które trzeba poruszać i o których trzeba głośno rozmawiać.

Chciałbym aby muzeum nie zamykało się same w sobie, żeby żyło i funkcjonowało w obszarze całej Pragi i jej okolicach. Mam nadzieje, że będzie to muzeum przede wszystkim dla ludzi, którzy są z Pragą związani emocjonalnie, którzy naprawdę długo wyczekiwali na jego otwarcie i którzy będą to muzeum zwiedzać, że szczerym uśmiechem na twarzy. Dlatego zapisy na zwiedzanie i parapetówkę, powinny mieć w moich oczach również trochę inną formę niż internet. Prawdziwe otwarcie powinno być odpowiednio nagłośnione w mediach i przede wszystkim bardziej wsparte lokalnie (prasa lokalna, kawiarnie, puby, dom kultury, szkoły, organizacje pozarządowe, etc) tak aby nie dowiedzieli się o tym tylko fanatycy czy sympatycy Pragi ale przede wszystkim, wszyscy mieszkańcy. Bo to własnie nam mieszkańcom powinno najbardziej zależeć aby z tego miejsca wypływała informacja na tematy związane z kulturą, sztuką i historią Pragi, zmieniając czy nawet zdejmując łatkę doszytą przez różnorodne inwektywy na temat naszej Pragi, czego Adamowi i całemu zespołowi z całego serca życzę!

PS Wracając znowu spacerkiem, tu od ulicy Wileńskiej, Inżynierskiej, Małej, pokonując skrótem (póki jeszcze nie pogrodzili) podwórka Stalowej i Strzeleckiej w moim odczuciu prawdziwe i autentyczne żywe muzeum Pragi jest i pozostanie mam nadzieje właśnie tutaj. Tylko szkoda, że przy tym nowym tak mocno zaniedbane i zapomniane…

Piotr Stryczyński

Prezes Towarzystwa Przyjaciół Pragi

Tagi: